Strach...
strach...
czas, płynie
płynie
ucieka
czas
A ja?
W głowie kiełkują różne myśli. Nie potrafię ich wszystkich odpowiednio sformułować, by je zrozumieć, nie potrafię ich złapać, a co dopiero zapisać, pokontemplować nad nimi i się podzielić.
Chaos. W środku panuje chaos. Myślę uczuciami, obrazami, a słowa, które się pojawiają to jedynie echo tych wypowiedzianych w rozmowach. Rozmowach, które miały miejsce i tych, które są tworami wyobraźni.
Uczucia. Wiele uczuć. Istna burza - momentami się uspokaja i jedynie lekko kropi deszcz, innymi zrywa ogromny wiatr, wprowadza zamęt, strzela piorunami na lewo i prawo i nie daje wytchnienia, nie pozwala się na niczym skupić, całą moją uwagę kieruje na siebie i pędzi, do przodu, coraz szybciej i szybciej, byle zniszczyć jak najwięcej, byle zaprzepaścić ład i porządek skrzętnie budowany, sieje niepewność, strach, niezdecydowanie, wprawia w osłupienie.
Ja tylko chcę spokoju.
Ja tylko chcę odpocząć.
Nagle się przejaśnia, słońce nieśmiało przebija się przez chmury, które ustępują. Cisza. Świeżość.
Mogę odetchnąć. Muszę. Mój oddech się uspokaja, mięśnie się rozluźniają, mogę znów funkcjonować. Próbuję zebrać myśli, ale okazuje się, że nie ma co zbierać. Jakby wszystkie wyparowały.
Ostatnio wiele się działo. Ostatnio wiele się dzieje. Pojawiają się strzępki planów, a raczej pomysłów, które chcę zrealizować. Tymczasem czas ucieka. I wtedy zjawia się on - strach. Czy zdążę? Pragnę tak wielu rzeczy... ale trzeba je zaplanować, zaoszczędzić na nie, uzgodnić z innymi. Nie jest to też coś, czemu mogę poświęcić całą swoją uwagę. Siedząc w przyszłości, zaprzepaszczę teraźniejszość, która za chwilę będzie przeszłością.
Strach...
strach...
czas, płynie
płynie
ucieka
czas
A ja?
A ja pozwalam na chaos. Chaos w mojej głowie - jak opisany (w wielkim, wielkim umniejszeniu, skrócie i do tego nieumiejętnie przyrównany do pogody), ale też w życiu. Z pozoru panuje porządek. Jednak widać, bardzo się pogubiłam.
Do tego chaos w życiu. Niby jest w porządku. Nie mam wielkich problemów, wydawać by się mogło, że śpię spokojnie. Pewne kwestie jednakże sprawiają, że nie śpię po nocach, co potem odbija się na moim funkcjonowaniu za dnia - chodzę zdekoncentrowana, zaspana i wybita z rytmu. Z chęcią bym nad tym zapanowała, jednak nie umiem.
Brakuje mi wielu rzeczy - głównie miłości i kreatywnego wyrazu siebie.
Mało piszę. Jeszcze mniej fotografuję. Rysuję wcale. Pomysłów mam wiele. Jednak emocje często mi je przesłaniają, zostają one [pomysły] zaplątane gdzieś w wirze myśli, ulatniają się. Chciałabym móc poświęcić się rozwojowi - rzucić szkołę, a przynajmniej uczęszczać jedynie na zajęcia, które mnie szczerze interesują, móc podróżować i fotografować świat, poznawać ludzi, zwiedzać, chodzić na różne wydarzenia. Dokumentować. Realizować wizje w formie filmów, pisać scenariusze, kręcić, sklejać i odtwarzać. I czuć dumę z siebie, rozwoju, osiągnięć, czuć się spełnioną.
Ale wydaje się to nieosiągalne. Teraz jest ten czas w roku podczas którego wszystko jest łatwiejsze, bardziej możliwe, więcej się dzieje, a ja czuję się szczęśliwsza. Oczekuję wyjazdów, podróży, spotkań, koncertów, spontanicznie podejmowanych głupich decyzji, które potem zmienią się w piękne opowieści i cudowne wspomnienia. Oczekuję powrotu z bagażem doświadczeń, nowo poznanych osób, odkrytych miejsc, ale też zrobionych zdjęć, zapisanych myśli, wyrażonych uczuć, przekonań. Esencji młodości i życia, takiego, jakim chciałabym móc je postrzegać zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz